Wywiad


Wywiad z Krzysztofem Kwiatkowskim, Sekretarzem Osobistym Premiera RP Jerzego Buzka

Jestem z nim od początku do końca


fot. Cezary Pecold

Jak to się stało, że zostałeś sekretarzem Premiera RP? Byłeś wtedy jeszcze studentem Wydziału Prawa i Administracji UŁ...

Krzysztof Kwiatkowski: Doceniono moją pracę. Współorganizowałem z ramienia AWS prawybory w Wieruszowie, gdzie dałem się poznać jako dobry organizator. Kandydatem na premiera został Jerzy Buzek, profesor Politechniki Gliwickiej, politycznie szerzej nieznany. Potrzebna była osoba, która będzie go wspierać. Prace nad powołaniem rządu wymagały wielu rozmów. Ktoś to musiał zorganizować. Zaproponował moją osobę Tomasz Tywonek, rzecznik prasowy komitetu wyborczego AWS. Dostrzegł mnie wcześniej w Wieruszowie, w szczególności w trakcie debaty z posłem Ikonowiczem, gdzie ja – mało znany student – zmierzyłem się ze znanym politykiem. Publiczność oceniła, że wygrałem.

Jeżeli pojadę do Nysy na prawybory w sierpniu 2001 i będę tam ciężko pracował, to zostanę asystentem posła, a później premiera.

KK: Oczywiście trochę to uprościłem. Wcześniej były inne działania. Przez wiele lat byłem radnym, najmłodszym w Polsce przewodniczącym klubu radnych w moim rodzinnym mieście Zgierzu. Byłem wiceprzewodniczącym największej organizacji studenckiej w kraju – Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Dużo wcześniej działałem jeszcze w Federacji Młodzieży Walczącej. Niewątpliwie te doświadczenia są niezwykle pomocne w mojej pracy. One także spowodowały, że złożono mi tę propozycję.


Wieruszów: Dyskusja z młodzieżą na temat
Unii Europejskiej

Co trzeba było umieć, żeby zostać sekretarzem osobistym Premiera RP?

KK: Chęć zawsze musi iść w parze z możliwościami. Cztery lata wspólnej pracy z Premierem to najlepsza weryfikacja tego, że oprócz chęci miałem także umiejętności, które były odpowiednie na tym stanowisku. Kancelaria Premiera jest takim miejscem, w którym poprzeczka oczekiwań jest wysoko postawiona. Lista tych, którzy odeszli jest długa, np. szef Kancelarii Wiesław Walendziak. Spośród zaczynających jestem jedynym, który potrafił wytrzymać przez cztery lata tempo pracy narzucone przez premiera. Jestem z nim od początku do końca. Praca ta wymaga przede wszystkim zaangażowania, często 7 dni w tygodniu, po kilkanaście godzin na dobę i pełnej dyspozycyjności.

Czy Premier jest bardzo wymagającym pracodawcą?

KK: Pracodawca, który zaczyna pracę o 8.00 rano a kończy po północy dla każdego pracownika jest pracodawcą wymagającym. A tak pracuje się u Premiera.

Czy poleciłbyś tego rodzaju pracę na początek kariery zawodowej młodym ludziom, którzy dzisiaj nas czytają, a właśnie kończą studia. Czego można się nauczyć, co zyskać, a co stracić na takim stanowisku jak Twoje?

KK: Jest to praca niezwykle ciekawa, która daje ogromne doświadczenie na całe życie. Te cztery lata to możliwość poznania wielu ludzi nie tylko w Polsce, ale i za granicą. To także możliwość obserwacji tego, jak funkcjonuje państwo, jak są podejmowane najważniejsze decyzje, jak zachowują się ci, którzy odpowiadają za losy nas wszystkich. Uczestniczyłem w posiedzeniach rządu i licznych wizytach zagranicznych Myślę, że mało jest miejsc równie ciekawych, w którym można się tak dużo nauczyć, tak wiele zaobserwować.. Suma tych doświadczeń jest ogromna.


chody u Premiera

Przez cztery lata byłeś wysoko postawionym urzędnikiem, wcześnie zajmowałeś się działalnością społeczno-polityczną. Takim urzędnikiem przy Premierze się „bywa”, a nie „jest się”. Co dalej?

KK: Na szczęście nie jest tak, że jestem skazany na działalność polityczną. W tym czasie zakończyłem studia, mogę wykonywać swój zawód prawnika. Jestem także – co bardzo sobie cenię – radnym powiatu zgierskiego, więc mam możliwość działalności społecznej. Pozostaje też to co najważniejsze, co uznaję za swój największy sukces w minionych czterech latach: założyłem rodzinę, mam wspaniałą żonę, cudownego syna, który urodził się w tym roku. To, co udało mi się zrobić w pracy zawodowej dało mi tyle satysfakcji, tyle radości i jednocześnie udało się połączyć z życiem osobistym, że mogę powiedzieć: jestem człowiekiem szczęśliwym.

We wrześniu odbędą się wybory parlamentarne. Dotychczas byłeś radnym, urzędnikiem państwowym, czy zamierzasz nadal zajmować się działalnością polityczną?

KK: Zamierzam kandydować w wyborach, a skłoniło mnie do tego poparcie przyjaciół, którzy mnie znają najlepiej.

Jednak na moją decyzję największy wpływ miało poparcie udzielone mi przez organizacje młodzieżowe i studenckie: Niezależne Zrzeszenie Studentów, Ruch Młodych AWS, czy Federację Młodzieży Walczącej. Dlaczego jest to takie ważne? W wyborach parlamentarnych startowałem już w 1997 roku, wtedy mimo wielotysięcznego poparcia – bez sukcesu. Cztery lata temu w mojej kampanii mówiłem o potrzebie reformy edukacji, wprowadzenia systemu pożyczek i kredytów studenckich, potrzebie wprowadzenia nowego typu szkół wyższych, kształcących na poziomie licencjatu, czy skróceniu zasadniczej służby wojskowej. Dużą część tych spraw udało się w ramach rządu Premiera Jerzego Buzka załatwić. W jakiejś części to także moja zasługa.

W 1997 roku zapisałem potrzebę wprowadzenia ustawy o pożyczkach i kredytach studenckich w program wyborczy AWS. Dziś ponad 130 tysięcy niezamożnych studentów kontynuuje naukę dzięki tym rozwiązaniom.


chody u chociarza Roberta
Korzeniowskiego

W około dwudziestu publicznych wyższych szkołach zawodowych studiuje ponad sto tysięcy naszych rówieśników. Uczelnie te powstały w miastach małych i średnich, dając szansę zdobycia wyższego wykształcenia młodzieży, która była jej do tej pory pozbawiona. Dotychczasowa zmora wielu młodych chłopaków – zasadnicza służba wojskowa, dla dwustu tysięcy z nich trwa już krócej o kilka miesięcy, dzięki decyzjom tego rządu. O tym, że przyszłością są komputery i internet mówią wszyscy, ale to ten rząd przygotował i wyposażył dwa i pół tysiąca pracowni komputerowych w polskich szkołach. To oczywiście tylko część listy rozwiązanych spraw.

Czy to znaczy, że wszystko się udało?

KK: Nie. Dlatego podjąłem decyzje o starcie w wyborach. Musimy rozwiązać problem bezrobocia wśród młodzieży. Ponad połowa polskich bezrobotnych to osoby młode. Tym, którym udaje się znaleźć pracę i założyć rodzinę bardzo trudno o własne mieszkanie. To kolejny problem, który wymaga rozwiązania. Nie uda się tych spraw załatwić bez ludzi młodych, którzy będą walczyć o nasze interesy. Wiem, jak są podejmowane decyzje i co zrobić, żeby służyły naszemu pokoleniu. Chcę o te sprawy walczyć w przyszłym parlamencie.

Stąd moja decyzja o kandydowaniu do Sejmu.

Status kandydata (do czegokolwiek) nie pozwala na przyznawanie się do błędów i pomyłek. Nam chyba jednak możesz opowiedzieć o jakiejś wpadce w pracy zawodowej? Nie próbuj wmawiać, że jesteś ideałem.

KK: Oczywiście, że nie jestem. Najbardziej spektakularna wpadka miała miejsce podczas wizyty zagranicznej. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale wręczyłem Ojcu Świętemu prezent przeznaczony dla Premiera Włoch. Było to bowiem spotkanie jednocześnie z Papieżem i Premierem. Miałem dwa prezenty i oba trafiły do rąk Jana Pawła II. Trzeba więc było biec na miasto i błyskawicznie kupić coś dla Premiera.


Rozmawiał Adam Melkowski do góry!





KRZYSZTOF  KWIATKOWSKI

Ur. 14.05.1971r. w Zgierzu. Od 16 roku życia działał w Federacji Młodzieży Walczącej. Po ukończeniu zgierskiego Liceum im. Staszica dostał się na prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. W czasie studiów aktywny działacz NZS. W latach 1994-1997 był m.in. rzecznikiem prasowym Komisji Krajowej tej organizacji a następnie wiceprzewodniczącym. „Wielu umiejętności nie wypracowałbym w sobie gdyby nie doświadczenia zdobyte w NZS" – powiedział podczas jednej z konferencji. W 1994 roku został Radnym Miasta Zgierza a w 1998 radnym Powiatu Zgierskiego. Już w 1995r. doceniony, kiedy to otrzymał dyplom z wyróżnieniem elitarnej Szkoły dla Młodych Liderów Społecznych i Politycznych. Od 01.11.1997r. Doradca i Sekretarz Osobisty Prezesa Rady Ministrów Jerzego Buzka.

Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u