Integracja Europejska


Strachy na lachy

Strachy na lachy

Baco? Bedzie sucho?
– Pewnie, ze bedzie... no chyba zeby loło.
Tym popularnym żarcikiem można posłużyć się doskonale prezentując taktykę Komisji Europejskiej w dyskusjach na temat kolejnych kwestii w negocjacjach akcesyjnych:
Panie Prodi? Będziemy w Unii Europejskiej?
– Pewnie, że będziecie... no chyba żebyście nie byli.

Ale poważnie – sprawa członkostwa Polski w strukturach europejskich jest już niemal pewna. Oczywiście czeka nas jeszcze dość trudna droga negocjowania tego, co dla nas i UE najważniejsze, a więc m.in. budżet, rolnictwo i przepływ osób. Zwieńczeniem tych działań będzie ogólnonarodowe referendum, w którym wszyscy zdecydujemy, czy ta droga „w stronę zjednoczonej Europy” nam odpowiada, czy nie. Zanim to jednak nastąpi narażeni będziemy, do zakończenia negocjacji, na kolejne chwyty w stylu „kijek i marchewka” (znane również jako: „nie kijem go to pałką”). Przykładem głośna już sprawa pracy Polaków w UE. Nasze stanowisko negocjacyjne jest jasne: Chcemy uczestniczyć w UE na równych prawach, chcemy mieć prawo do pracy w państwach Unii już od pierwszego dnia członkostwa. Tymczasem Komisja ulegając naciskom Niemiec proponuje pięć lat okresu przejściowego z możliwością rozszerzenia do siedmiu. Wszelkie znaki na ziemi i niebie (tj. opinie ekspertów) wskazują, że nie istnieje ryzyko „zalewu tzw. taniej siły roboczej ze Wschodu”, czego tak panicznie obawiają się nasi zachodni sąsiedzi. Cóż jednak znaczą opinie ekspertów, nawet najlepszych, kiedy w Niemczech zbliżają się wybory parlamentarne, a naród patrzy i ocenia...

A znowu zerknijmy na unijne rolnictwo – największa część unijnego budżetu przeznaczana jest na dopłaty bezpośrednie dla rolników. Bez takich dopłat polskie rolnictwo nie ma szans w konkurencji z unijnym. Zrozumiałe więc, że oczekujemy od Komisji Europejskiej gwarancji dopłat na takich samych prawach, jakie mają Państwa członkowskie. Tymczasem biedna Komisja rozkłada ręce i mówi: Nie ma! Budżet do roku 2006 nie przewiduje dopłat dla polskich rolników. Co jest do licha! Zapomnieli, czy jak?

Uff, naszych negocjatorów czeka teraz bardzo trudne zadanie – jak pogodzić propozycje Komisji Europejskiej z oczekiwaniami naszego społeczeństwa, jak sprostać trudnym oczekiwaniom Piętnastki i wyzwaniom zjednoczonej Europy. Niestety, zamiast jednoczenia Europy, mamy narazie targi – kto dostanie więcej, kto jest lepiej przygotowany, kto załatwi sobie lepsze warunki, więcej pieniędzy i kto zadowoli swoich wyborców. A przecież u podstaw tych sporów leżała kiedyś wielka idea, idea Schumana, Monneta, Spaaka i wielu innych. Oni tworzyli wizję, która przez lata zamieniła się, niestety, w tygiel interesów narodowych, finansów, twardych negocjacji i konkurencji. Może i tak musi być. Wybaczcie Państwo – ja jednak wolę myśleć i wierzyć w to, że potrafimy, jako Europejczycy wspólnie tworzyć, kształtować i rozwijać tę starą – nową Europę, a jako Polacy wnieść do niej ożywczy powiew entuzjazmu, zapału i możliwości. Dyskusja o kształcie nowej Unii już rozgrzewa się na forum Europy. Słynne wystąpienie Joschki Fischera – szefa dyplomacji niemieckiej – wywołało gorącą dyskusję na temat przyszłości Unii. Niedawno mogliśmy przeczytać głos kanclerza Niemiec Garharda Schrödera, który proponuje ukształtować Unię na wzór niemieckich landów. Debata europejska dopiero się rozpoczyna. Starajmy się o to, aby przebiegała z udziałem polskiego społeczeństwa.


Jacek Sułek do góry!





Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u