Recenzje


Zdrowy rozsądek

po amerykańsku

W księgarniach pojawiła się nowa książka Neila Postmana pt. „W stronę XVIII stulecia”. Do pewnego stopnia jest to kontynuacja znanego w Polsce „Technopolu” (PIW 1995), a niektóre wątki są po prostu powtórzone (np. sprawa Marka Twaina, technoentuzjasty, którego „Przygody Hucka” są afirmacją wartości przedtechnologicznych).

Postman apelując o rozwagę w korzystaniu z coraz to nowych technologii, postuluje namysł nad wartościami wypracowanymi lub utwierdzonymi w oświeceniu. Proponuje zastanowienie się, co powiedzieliby o naszych pomysłach na cywilizacyjny pochód XVIII-wieczni myśliciele, jak choćby Wolter, Diderot, Kant, Hume czy Rousseau. Nie pomija też (jak przystało na – nie skażonego postmodernizmem, w każdym razie nie aż tak – amerykańskiego patriotę) własnych rodaków: często powołuje się np. na Jeffersona, Adamsa i Franklina. A wszystko to czyni po to byśmy rozważyli, czego możemy nauczyć się od tamtych czasów, co z nich nadaje się do zabrania na drugą stronę mostu (tam, gdzie jest XXI wiek). Refleksja nad zdobyczami oświeceniowego rozumu może nas bowiem zaopatrzyć w umiejętność budowania mądrego i ludzkiego świata, w którym nie popełniałoby się błędów XX wieku. Postman wskazuje na zagrożenia wynikające z ekstazy technologicznej nie poddanej świadomemu namysłowi nad jej celowością i konsekwencjami. Przygląda się karierze pojęcia postępu, zastanawia się nad technologią, językiem, informacją, narracjami, demokracją czyli słowami-wytrychami współczesnych rozważań humanistycznych. I bardzo stara się robić to nie na postmodernistyczną modłę. Pomaga sobie w osiągnięciu tego celu czyniąc częste złośliwości pod adresem sztandarowych przedstawicieli myśli ponowoczesnej – najczęściej dostaje się Baudrillardowi i Derridzie. Przytoczę tylko jeden przykład: Jean Baudrillard twierdzi nie tylko, że język fałszywie opisuje rzeczywistość, lecz także że ta opisywana rzeczywistość w ogóle nie istnieje. (Być może to wreszcie wyjaśnia, dlaczego Francuzi stawili tak słaby opór niemieckiemu atakowi na ich kraj w czasie drugiej wojny światowej: nie wierzyli, że atak jest rzeczywisty). Postman poświęca rozdział swojej książki również dzieciom, które przez ekspansję mediów (zwłaszcza tzw. nowych mediów) coraz bardziej okradane są z dzieciństwa. Dzieciństwo przestaje mieć sens w świecie, który karmi dzieci tymi samymi treściami co dorosłych. Z dziećmi nieodłącznie wiąże się sprawa edukacji – najważniejszą powinnością szkoły jest zdaniem Postmana nauczenie młodych ludzi stawiania pytań a nie udzielanie zestawów gotowych formułek. Autor jest też sceptyczny w stosunku do idei nauczania praktycznych umiejętności. Szczególnie jeśli chodzi o edukację technologiczną: uczenie dzieciaków obsługi komputera i zapewnienie im dostępu do Internetu nie powinno być głównym celem szkoły. Dlaczego? Bo dzieciaki świetnie to potrafią. Bez szkoły. Nauczyciele powinni więc raczej zastanawiać się z uczniami nad psychologicznymi, społecznymi i politycznymi efektami wprowadzania nowych technologii.

„W stronę XVIII wieku” to książka, która miejscami może irytować. Zwłaszcza tych przyzwyczajonych do nieco subtelniejszej europejskiej retoryki. Ale jej lektura na pewno będzie cenna. Choćby dlatego, że jest szansą na przypomnienie o podstawowym obowiązku myślącej istoty: obowiązku pytania. Jeśli już nie dlaczego?, to przynajmniej: po co?.

Postman pisze „po ludzku”, z wcale dziś nie częstą dozą zdrowego rozsądku, złośliwie (ofiarą tej uszczypliwości padają nie tylko panowie od dekonstrukcji i wszelkich post, niejednokrotnie jej celem jest również Bill Gates, którego bujna wyobraźnia nie daje ani jemu, ani nam chwili wytchnienia). Książka jest więc dobrą lekturą na niemal każdą chwilę. Zwłaszcza że toczy się w niej m.in. bój o słowo drukowane. A zatem czytajmy. Skoro to może nas uratować...

W stronę XVIII stulecia Neil Postman
Państwowy Instytut Wydawniczy
cena 24 zł

Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u