Widzę i słyszę


Na swój obraz i podobieństwo

Nie ma sensu stwierdzenie, że wideo jest tylko narzędziem bądź techniką.
Wolfgang Preikschat

Coraz więcej w naszym otoczeniu kamer i monitorów. Wykorzystywane są niemal w każdej ludzkiej działalności. Ale co istotniejsze monitor stał się czymś w rodzaju technologii definiującej naszych czasów. Jean Baudrillard twierdzi, że żyjemy w „kulturze wideo”, dla której "fundamentalna jest obecność monitora".

Trudno się z nim nie zgodzić widząc, że większość z nas codziennie wpatruje się bądź to w monitor komputera, bądź w ekran telewizora, przechodzi obok elektronicznych billboardów, widzi się w monitorach na ulicach, dworcach lub w supermarketach. Łypie na nas oko kamery wideo włączonej na okoliczność uroczystości rodzinnej, monitorują nas kamery w pracy, podczas zakupów, na ulicy nie możemy być pewni, czy przypadkiem nie weszliśmy w orbitę działania kamery telewizyjnej, a i wizyta u lekarza skończyć się może wyekspediowaniem nas na odpowiednio „wyspecjalizowany” monitor. Nie może więc dziwić ekspansja wszelkich odmian reality show.

Dla Baudrillarda dziś już żadna dramaturgia ciała, żaden występ nie obywa się bez monitorów kontrolnych. Istotą „stadium wideo” jest jego zdaniem „podłączenie do samego siebie”. Tak jakby nie istniała inna możliwość potwierdzenia siebie, własnego istnienia, zachowania oprócz znalezienia się na ekranie. Ale to już nie tylko kwestia reprodukowania swojego wizerunku, to multiplikowanie na ekranach siebie samego – tego samego innego. Coraz trudniej więc odgraniczać podmiot od wizerunku, bo często ważniejszym i „realniejszym” staje się obraz. I dlatego Baudrillard konstatuje: nie istnieje działanie, które nie dążyłoby do tego, by być sfotografowanym, sfilmowanym, zarejestrowanym, wirtualizowanym, by (...) wreszcie stać się bezgranicznie reprodukowalnym. Chodzi o to, by być wszędzie potencjalnie obecnym, obecnym na wszystkich monitorach.

Pozwalamy kamerze na wkraczanie w coraz intymniejsze sfery naszego życia. Pojawiają się obrazy w rodzaju „victim documentary”, w których bohaterowie „przepracowują” najróżniejsze życiowe traumy (np. molestowanie przez rodzica) czy filmy takie jak „Damsko-męskie sprawy” Ewy Borzęckiej, w którym pokazano próby łączenia się w pary starych ludzi. Dom, rodzina przestają być miejscem prywatnym. Możemy otworzyć swoje drzwi nie tylko przed reporterem telewizyjnym, nie tylko przed dokumentalistą, możemy również zaprosić do domu psychologa zaopatrzonego w kamerę wideo.

Metoda Video Interaction Training (Wideotrening Komunikacji) powstała w latach 80-tych w Holandii. Stworzyli ją H. Biemans i S.van Rees. Na początku metodę stosowano w „wersji domowej” (Video Home Training) i kierowano do rodzin z dziećmi mającymi poważne problemy społeczne i rozwojowe. Później wkroczyła do szkół, ośrodków opiekuńczych dla dzieci, domów pomocy społecznej, ośrodków dla osób upośledzonych itp., a więc wszędzie tam, gdzie można było rejestrować interakcje między wychowawcami a podopiecznymi (Video Interaction Guidance).

VIT ma być krótkim, intensywnym sposobem pomocy (przeciętnie 8 sesji) skierowanym głównie do tzw. rodzin wieloproblemowych, w których rodzice nie radzą sobie z budowaniem prawidłowych więzi ze swoimi dziećmi (choćby dlatego, że nie wynieśli pozytywnych wzorców z własnych domów). Metodę tę stosuje się również w rodzinach z dziećmi o zaburzonym rozwoju, a zwłaszcza z takimi, które mają trudności w inicjowaniu kontaktu, a więc upośledzonymi, autystycznymi, niewidomymi, niesłyszącymi, nadpobudliwymi. Podstawami teoretycznymi metody VIT są teorie komunikacji (m.in. poglądy etologów), teorie uczenia się – podejście behawiorystyczne oraz poznawczo-rozwojowe oraz teoria zasobów. Myślą przewodnią teorii komunikacji rozwiniętej przez C.Trevarthena – jednego z pierwszych etologów – jest przekonanie, że dzieci już w bardzo wczesnym wieku, poprzez ekspresję ciała, kierują komunikacją. Właśnie z pomocą języka ciała matka i dziecko regulują swoje relacje. Duże znaczenie ma tu zwłaszcza ton głosu mówiącego i zwracanie się ku dziecku. Jednakże w miarę rozwoju dziecka coraz ważniejsze stają się werbalne inicjatywy kontaktu i werbalne reakcje na nie.

Również psychologia rozwojowa podkreśla tworzenie emocjonalnych więzi między dzieckiem a rodzicem już we wczesnym okresie życia . Więzi, które powstają między niemowlęciem a matką mają stanowić podstawę wszelkich dalszych relacji międzyludzkich dziecka. W prawidłowym modelu dziecko i rodzice uczą się zauważać i odpowiadać na aktywność drugiej strony.

Kolejną podstawą teoretyczną wideotreningu jest koncepcja, wedle której istotną rolę w procesie uczenia się zachowań (pozytywnych i negatywnych) spełnia wzmacnianie. Można powołać się chociażby na prawo Thornidike'a mówiące, że częstość występowania określonego zachowania zależy od konsekwencji. A zatem zachowania wzmacniane pozytywnie (nagradzane) będą miały tendencję do powtarzania się, natomiast te, które pozbawi się wzmacniania z czasem ulegną wygaszeniu.

W metodzie VIT zakłada się również, że do uczenia się nowych zachowań potrzebne jest również modelowanie. Jeśli bowiem spostrzegany przez człowieka model zachowania będzie dla niego atrakcyjny, a na dodatek będzie miał okazję obserwować go wielokrotnie, to zapamięta go i zacznie naśladować.

I dlatego właśnie – uwzględniając owe założenia teoretyczne – wideotrening zwraca uwagę na pozytywne zachowania (lub choćby ich zalążki) i te wzmacnia, nie zajmuje się natomiast negatywnymi, wierząc, że w ten sposób znikną. Pokazując rodzicom sytuacje, kiedy prawidłowo komunikują się z dzieckiem, uaktywnia się – w myśl teorii zasobów – umiejętności jakie posiadają, ale wcześniej nie potrafili z nich korzystać. Oczywiście kamieniem węgielnym tej metody jest niezachwiana wiara w to, że rodzice i dzieci pragną pozytywnych wzajemnych kontaktów, tylko nie wiedzą, jak ten pożądany stan osiągnąć.

Pora przejść do być może istotniejszej dla refleksji „imagologicznej” kwestii: procedury wideotreningu. Otóż jego przebieg wygląda następująco: trener za pomocą kamery rejestruje codzienne sytuacje z udziałem dziecka i rodziców (lub wychowawcy), następnie wspólnie z rodzicami (wychowawcą) ogląda wybrane fragmenty, analizując zaistniałe sytuacje. Do analizy zaprasza się również starsze dzieci. Jak już zostało wspomniane trener podczas wspólnego oglądania materiału wskazuje na momenty pozytywnych kontaktów, objaśniając przy tym, jakimi umiejętnościami rodzice powinni się wykazywać, żeby prawidłowo komunikować się z dziećmi. Kolejne sesje mają poszerzać i utrwalać owe pozytywne momenty rodzinnych interakcji. Czas trwania VIT wynosi zwykle około 4 miesięcy. Trener odwiedza rodzinę przeważnie raz w tygodniu – w jednym tygodniu nagrywa materiał, w drugim ogląda go wraz z rodziną. Często jednak częstotliwość spotkań dostosowywana jest do potrzeb i możliwości poszczególnych rodzin.

Tyle metodologii. Można już wrócić na bezpieczniejszy, bo mniej pewny siebie, grunt rozważań kulturoznawczych. Ich celem nie może być jednak kwestionowanie założeń wywiedzionych z dorobku psychologii (choćby bardzo korciło). To, co dla kulturoznawcy interesujące w wideotreningu, to milczące założenie o przezroczystości medium. Psychologowie nie są skłonni zastanawiać się, czy „przekaźnik jest przekazem”. Choć niewykluczone, że twórcy tej metody doskonale zdają sobie sprawę ze skłonności człowieka do manipulowania swoim obrazem i wiedzą, że obecność kamery musi choćby odrobinę zachwiać wiarę w rzeczywistość. I być może właśnie ta świadomość jest właściwym kamieniem węgielnym owej metody. Ludzie chcą ulepszać swój wizerunek, a nie może być nic bardziej budującego dla psychologa behawiorysty wierzącego w sprawczą moc wzmocnień pozytywnych. Skoro już o wierze mowa, to należałoby się zatem zastanowić w tym miejscu, czy istotnie ów psycholog behawiorysta jest wierzącym w rzeczywistość, o co kulturoznawca spokojnie mógłby go podejrzewać. Jednak poznawszy metodę VIT można zacząć wątpić. Sądząc z procedury tej metody trener należy jednak do wierzących w obraz. Efekty swojej terapii ocenia on porównując materiał z kolejnych sesji. Jeśli w materiale wideo pojawia się coraz więcej pozytywnych elementów komunikacji, uznaje się, że rodzinie udało się pomóc. Psycholog, podobnie jak lekarz dokonujący na przykład laparoskopii, pracuje w dwóch wymiarach ontycznych: jednym jest rzeczywistość żywego człowieka, drugim jego obraz.

I można mieć wątpliwości, czy trener VIT osiąga jakieś efekty w tym pierwszym, zdawałoby się podstawowym, wymiarze. Jeśli on sam nie ma takich wątpliwości, to albo usilnie chce wierzyć w wideo jako neutralne narzędzie pracy albo wręcz przeciwnie: zgodziłby się z Baudrillardem i jego przekonaniem o istnieniu sprzężenia zwrotnego między podmiotem a jego (sfraktalizowanym?) obrazem. Owo sprzężenie kazałoby sądzić, że człowiek za pomocą monitora stwarza sam siebie. Na swe własne podobieństwo. A dokładnie na swój obraz. Jeśli więc trener pomoże właściwie ukształtować ów obraz, stworzony człowiek będzie równie „właściwy”. W tym momencie, jakże optymistycznym, można byłoby zakończyć rozważania. Choćby górnolotnym stwierdzeniem, że oto przejęliśmy podstawową boską funkcję kreacji.

I każdy, dzięki wideo, stać się może swoim własnym bogiem.

Zaciekawiła mnie jednak pewna zbieżność. Otóż pomysł widoetreningu zrodził się w Holandii, podobnie jak program „Big Brother” (niestety wszystko się teraz kojarzy z Wielkim Bratem). Owa zbieżność natychmiast przywiodła mi na myśl holenderskie okna, pozbawione firanek, w których każdy może podglądać życie innych. I kto wie, czy nie było tak, że Holendrom przestało wystarczać samo oglądanie i zapragnęli kontroli nad obrazem. Wideotrener kształtuje obraz według tego, co sam uważa za słuszne, mając na poparcie dyskurs psychologiczny i wyroki superwizora (trenera trenerów). Widz programu Big Brother może mieć poczucie kontroli nad obrazem głosując np. w sprawie wykluczenie któregoś z „domowników” lub utożsamiając się z Wielkim Bratem, który jest głównym manipulatorem obrazu. I jeśli ktoś, dzięki kamerom, może czuć się bogiem, to chyba nie uczestnicy obrazu. Na swój obraz i podobieństwo stwarza wideotrener lub widz. Różnica jest tylko taka, że pierwszy robi to legitymując się nauką i wierząc w swą misję niesienia pomocy. Zaś widzom reality show nic już nie jest potrzebne, żeby wierzyć, że ich obraz i podobieństwo są jedynie słusznymi do replikowania. Wideotrener „nadzoruje i nagradza”, widz – mniejszy brat Wielkiego Brata wie, że przyjemniej jest „nadzorować i karać”.


Marzena Wiśniak do góry!





1. Wideo jako metafora, W. Preikschat, w: Po kinie?..., oprac. A. Gwóźdź, Kraków 1994
2. Świat wideo i podmiot fraktalny, J. Baudrillard, w: j.w.
3. Chuchacz B. Co mówią rodzice. W: Okiem kamery. Biuletyn biura SPIN Polska Fundacji „PLUS”.
4. Za: A. Birch i T. Malim Psychologia rozwojowa w zarysie, Warszawa 1989
5. D. Mietzel, Wprowadzenie do psychologii. Podstawowe zagadnienia, Gdańsk 1999
6. R.Vasta, M.M. Haith, S. A. Miller Psychologia dziecka, Warszawa 1995

Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u