Miasta


Szczury już uciekły, Łódź to nie nadal

Łódź – tajemnicze miasto trzech kultur, zadymiony fabryczny skansen, filmowy raj na milimetrową skalę...

Jakie jest właściwie to miasto? Czym stało się w dobie drapieżnego kapitalizmu, czasie ogromnych zmian, za którymi przeciętny obywatel nie nadąża? Czy dumna Piotrkowska przyciąga wciąż zagranicznych turystów, a skansen na Księżym Młynie odwiedzają tłumy ciekawych gości?

Otóż nie, nic takiego się nie dzieje. Miasto zamarło wraz z zamknięciem ostatniej przynoszącej dochody fabryki. Zostało tylko wspomnienie dawnej Łodzi, po ulicach której jeszcze tak niedawno przechadzali się bogaci mieszczanie. Ziemia obiecana przemieniła się w pustynię wołającą o odrobinę wody, okruch współczucia i dobrej woli.

Miasto akademickie – kształci corocznie tysiące mądrych bezrobotnych, młodych ludzi, którzy znając po kilka obcych języków, radząc sobie ze stresem w imię modnej ostatnio powszechnie zasady asertywności już wkrótce uciekną z zadżumionej Łodzi w ślad za szczurami, bo zostać tutaj znaczy zachorować. Otoczyć się kordonem i czekać na powolną śmierć przynoszoną bezsensem kolejnych dni. Czekać na Godota wraz z innymi, wstać wcześniej jak łódzkie władze, żeby dłużej nic nie robić...

Gorzka to pastylka dla Was, miłośnicy „przeklętego miasta”? Wyjdźcie na ulice i spójrzcie na tysiące bezrobotnych, na odrapane, pozbawione kanalizacji (choć to przecież XXI wiek) domy, sypiące się zabytki. A potem poszukajcie na ulicach turystów. Akurat dzisiaj ich nie ma? Mylicie się – czasem można jeszcze spotkać reliktowe okazy na Waszej „zachwycającej” Piotrkowskiej, ale w innych miejscach szkoda wysiłku – „naprawdę nie dzieje się nic”.

Pozostaje postawić sobie pytanie, dlaczego?

I tu odpowiedzi znalazłoby się kilka. Podstawowa jest taka, że o Łodzi wszyscy zapomnieli i nikt, nawet łodzianie, już jej nie promuje. Nie ma się czym pochwalić?

To też nie do końca tak wygląda. Jest mnóstwo ciekawostek, ale pokazanie ich wymagałoby trochę wysiłku, ponieważ obecny stan bezcennych budowli jest zatrważający. A na zajęcie się tym już nikt nie ma ochoty. W głębi ulicy Piotrkowskiej kona spokojnie nieczynna od lat Żydowska Rytualna Rzeźnia, o której wiedzą tylko niektórzy przewodnicy po „ziemi obiecanej”, na Księżym Młynie sprzedają domowej roboty alkohol, a przy ulicy Brackiej tonie w błocie największy w Europie Cmentarz Żydowski – zabytek bezsprzecznie warty zobaczenia i dla wielu bezcenny. Tam nawet czasami zatrzymują się wycieczki z Izraela. Co z tego, kiedy jedynym miejscem, gdzie można nabyć bilety, jest zaniedbany do nieprzytomności prywatny dom, w którym właścicielka wydziera poplamione karteczki brudnymi od robionego właśnie ciasta rękami, a na gości dodatkowo szczeka żałośnie wyglądający pies...

Obrazek drugi – największa dotychczasowa Wystawa Światowa EXPO 2000 w Niemczech, w Hanowerze. Cała Polska promuje swoje walory, przyjeżdżają wszystkie, nawet te naprawdę biedne, województwa, pokazują swoje osiągnięcia, promują artystów. Tylko Łódź w ostatniej chwili postanawia się wycofać, ponieważ „brakło czasu na zrealizowanie programu” A to, że był on naprawdę dobry, wiedzą tylko jego niemrawi twórcy i pewnie cieszą się w zaciszu czterech ścian, że coś się udało wymyślić.

Tylko że promocja regionu, to nie rozmowy przy kawie, ale wyjście z konkretnymi propozycjami na zewnątrz, do ludzi...

I tak mijają dni, miesiące, lata, łodzianie stają się w drugim pokoleniu warszawiakami, a na Piotrkowskiej obraca się karuzela...


Monika Prylińska do góry!





Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u