Koniec


Pożegnania nadszedł czas

I choć tyle się zdarzyło,
to do przodu wciąż wyrywa głupie serce

Rok akademicki zbliża się ku końcowi. „Puls Studenta” jak zwykle „odpoczywa” w wakacje. I jak zwykle w październiku powróci wraz ze swoimi Czytelnikami w uczelniane mury.

Powróci jednak zapewne odmieniony, bo inni ludzie będą go tworzyć.

No dobrze, przystąpmy do rzeczy... Otóż chciałabym pożegnać się z Wami „na zawsze”. Kilka miesięcy temu zrozumiałam, że to już pora. Cztery lata to wystarczająco dużo jak na zabawę w robienie studenckiego pisma. Wystarczająco dużo, żeby poczuć, że teraz już tylko można szkodzić swoją obecnością. Że nie ma się już do tego serca.

Tworzenie „Pulsu” (właściwie od podstaw) było ważnym etapem mojego życia. Wiele się dzięki temu nauczyłam. Bezboleśnie, bo przy okazji, przyswoiłam sobie praktyczne umiejętności, których jako technofob inaczej pewnie bym dotąd nie nabyła (w rodzaju obsługi faksu, komputera, internetu itp). Ale to nie najcenniejsza wiedza. Znacznie bardziej kształcące było poznanie wielu, bardzo różnych, ludzi. A także rozpoznanie mechanizmów rządzących każdą zbiorową działalnością ludzką. Interesującym było również przyglądanie się najróżniejszym motywom owej działalności (i ciągłe powstrzymywanie się przed wykorzystywaniem tej wiedzy...). Nie mówiąc już o przyglądaniu się samej sobie w coraz to nowych sytuacjach.

To tutaj poznałam wielu dobrych ludzi, na których zawsze mogłam liczyć, którzy potrafili wspierać dobrą radą lub naprawieniem komputera. To dzięki nim utwierdziłam się w wierze, że z ludźmi jest łatwiej niż bez ludzi. „Pulsowi” zawdzięczam przede wszystkim wspaniałego Przyjaciela: Marcina, który miał i ma duży wpływ na moje życioposzukiwania. I nie mam żadnych wątpliwości, że to najwspanialsza spuścizna po „Pulsie”.

Chciałabym teraz podziękować wszystkim, którzy kiedykolwiek współpracowali z „Pulsem”. Dziękuję za wszystkie teksty, rysunki, zdjęcia, uwagi. Ale przede wszystkim dziękuję Wam za darowanie „Pulsowi” kawałka siebie, swojego czasu i energii.

Raz jeszcze dziękuję wszystkim. I przepraszam za to, co nie było doskonałe.


Marzena Wiśniak do góry!





Puls studenta, nr 32: czerwiec 2001
stat4u